Skocz do:
Blog /

Nowi ojcowie pustyni

Nowi ojcowie pustyni

“Czym dzisiaj jest wyjście na pustynię? To rezygnacja z bezpiecznej izolacji, aby współodczuwać z bliską osobą. Tworzenie intymnej małżeńskiej więzi to dobrowolne narażenie się na ciosy, ponieważ cierpienie kogoś najbliższego jest często znacznie bardziej dotkliwe niż własny ból. Można przed tym uciec, budując kokon wyobcowania, ale jak napisał C.S. Lewis “piekło to jedyne miejsce poza niebem, gdzie jest się całkowicie zabezpieczonym przed całym ryzykiem i wszystkimi perturbacjami miłości”.

 

Wyjść na pustynię to zgodzić się na tę kruchość i bezbronność wobec doświadczeń osoby, z którą jest się jednym ciałem. Podobnie jest z dziećmi, które przez pierwsze lata są zależne od rodziców. Czy istnieje większa udręka niż patrzenie na cierpienie własnego dziecka? W czasach Starców nie mieć rodziny i potomstwa oznaczało umrzeć dla świata. Dziś jest inaczej – rezygnacja z rodziny to po prostu jeden z modeli życiowych, ani lepszy, ani gorszy od innych. Na szczęście słabnie społeczny przymus zawierania małżeństwa.

 

W dużych miastach wspólne życie bez ślubu przestaje gorszyć. Dzięki temu decyzja o ślubie nie jest spełnieniem oczekiwań bliskich i otoczenia, a staje się świadomym wyborem życiowej drogi i wyjątkową przestrzenią poznawania samego siebie. Egipskich mnichów też nikt nie zmuszał do wyjścia na pustynię, nie robili tego ze względu na kulturowe konwenanse. Przeciwnie, poszli pod prąd masowym trendom chrześcijańskiego społeczeństwa, w którym żyli. Papież Franciszek mówił w Krakowie o odwadze wejścia na drogę małżeństwa. Droga Ojców Pustyni była podobna: “Człowiek w ciszy, skwarze i umartwieniu okrywa samego siebie w całej prawdzie, zstępuje, by tak powiedzieć, do dna samego siebie”.

 

Tu nie chodzi o samodoskonalenie i perfekcję. To jest droga walki o serce z ciała, o współodczuwanie, które jest nieznane kamiennemu sercu obojętności. Kamienne serce jest nie do ruszenia, nic go nie zrani. Jest “wypełnione dokładnie kamiennym sensem” i nie ma w nim ani trochę miejsca na miłość. Głęboko wierzę, że Ojcowie Pustyni nie byli stoikami dążącymi do doskonałości polegającej na całkowitym zdystansowaniu się. Nie byli też pustelnikami w ścisłym sensie – musieli na przykład nawiązywać kontakty handlowe, aby przeżyć, bo pustynia nie mogła ich wyżywić. Nie szukali stoickiego spokoju.

 

Chcieli uwolnić się od “namiętności”, ale myślę, że przede wszystkim pragnęli głębokiej relacji z Jezusem Chrystusem. Ich samotność nie oznaczała izolacji, ale przebywanie sam na sam z Bogiem. Relacja małżonków też jest takim spotkaniem. Martin Buber napisał, że “każde prawdziwe życie jest spotkaniem”. Pustynia małżeństwa jest przestrzenią zmagań o serce z ciała. To nie jest masochizm i cierpiętnictwo, lecz poszukiwanie szczęścia”.

 

Bartłomiej Sury

http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,2571,nowi-ojcowie-pustyni.html

napisz komentarz