Skocz do:
Aktualności /

III tydzień adwentu

“Święty, który przychodzi”

 

Kiedy na kogoś czekamy, chcemy go ujrzeć, przyjąć, ugościć. Nie czekamy przecież na Godota, który nigdy nie przyjdzie, ale na kogoś realnego. W przypadku Boga, oczywiście mam nieco inne oczekiwania. Może nie tyle chciałbym Go ujrzeć, co przynajmniej doświadczyć Jego obecności, może nie tyle ugościć, co przynajmniej jakoś poczuć. Wydaje mi się, że przy okazji świąt Bożego Narodzenia te ludzkie tęsknoty bardziej dają o sobie znać. Często jednak nie wiadomo co z nimi zrobić. Tak popularna dziś atmosfera zwana „magią świąt” zupełnie nieudolnie próbuje wprowadzić jakiś substytut w przeżywaniu tego, do czego zaprasza Boże Narodzenie.  Jednak nawet, gdy zdemaskujemy blichtr „magii świąt”, to i tak kolędy i leżący w żłóbku Jezus nie zaspakajają tęsknoty oczekiwania. Wracam do pytania: na kogo czekam? I po raz kolejny proszę mojego przewodnika Mojżesza o wskazówkę w poszukiwaniu odpowiedzi.

 

Trzeciego dnia rano rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud przebywający w obozie drżał ze strachu. Mojżesz wyprowadził lud z obozu naprzeciw Boga i ustawił u stóp góry. Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu i uniósł się dym z niej jakby z pieca, i cała góra bardzo się trzęsła. Głos trąby się przeciągał i stawał się coraz donośniejszy. Mojżesz mówił, a Bóg odpowiadał mu wśród grzmotów. Pan zstąpił na górę Synaj, na jej szczyt. I wezwał Mojżesza na szczyt góry, a Mojżesz wstąpił. Pan rzekł do Mojżesza: «Zstąp na dół i upomnij lud surowo, aby się nie zbliżał do Pana, chcąc Go zobaczyć, gdyż wielu z nich przypłaciłoby to życiem. (Wj 19, 16-21).

 

Ten, który przychodzi, to święty Bóg. Trzykroć święty. Mojżesz wprowadził mnie po raz kolejny do szkoły paradoksów. Bóg nieskończenie bliski człowiekowi, ten który kocha tak bardzo, iż ogołocił samego siebie przyjmując postać sługi, jest jednocześnie trzykroć świętym Bogiem. Zbliżenie się do Niego wymaga trudu wspięcia się na górę spowitą dymem i gęstym obłokiem. Obłokiem niewiedzy. To jednak nie wszystko. Mojżesz musi przekazać ludowi wielką naukę o szacunku dla świętego Boga. Lekkomyślność zabija, bo chce odrzeć Boga z Jego świętość. Wiele razy tego doświadczyłem. Umyka to co najważniejsze w rutynowym geście i słowie. Lekkomyślność zabija, dlatego trzeba ciągle powracać do przytomności. Kim jest Ten, przed którym staję? Codziennie klękam w kaplicy i przychodzę do ołtarza sprawować święte misteria. To moja wędrówka w obłoku niewiedzy. Nawykłem już do wspinaczki na górę spowitą gęstym obłokiem. Mam taką samą pokusę jak lud Izraela i Mojżesz. Chciałbym ujrzeć Jego chwałę. Może byłoby łatwiej…

 

I rzekł [Mojżesz]: «Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę». [Pan] odpowiedział: «Ja ukażę ci mój majestat i ogłoszę przed tobą imię Pana, gdyż Ja wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, komu Mi się podoba». I znowu rzekł: «Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu». I rzekł jeszcze Pan: «Oto miejsce obok Mnie, stań przy skale. Gdy przechodzić będzie moja chwała, postawię cię w rozpadlinie skały i położę rękę moją na tobie, aż przejdę. A gdy cofnę rękę, ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego tobie nie ukażę». (Wj 33, 18-23).

 

Ten, który przychodzi jest święty. To jest Bóg niepojęty. Muszę usłyszeć te słowa: «Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu». Ten, którego pragnę, jest Panem, który ogłasza swoje imię i wyświadcza łaskę i miłosierdzie komu zechce. To ŚWIĘTY BÓG. Czy naprawdę myślałem, że mogę ujrzeć takiego Boga? Za mały ze mnie człowiek, ale też nie chcę zadowalać się substytutami. Mojżesz uczy mnie, aby poprzestać na tym co dane i możliwe. Na „widzeniu od tyłu”, pozostaniu w obłoku i uszanowaniu świętości. Taka jest droga medytacji: imię Pana i obłok, pragnienie niemożliwe do zaspokojenia. Rzeczywiście trzeba pozostać przytomnym, aby nie umknęło przejście Pana w rozpadlinie skalnej. Muszę nieustannie powracać do traktowania medytacji i duchowego życia poważnie. Lekkomyślność zabija, szacunek dla świętego Boga zmienia oblicze.

 

Dziękuję Mojżeszu!

 

o. Maksymilian Nawara OSB

zdjęcie – wieniec adwentowy w lubińskiego kościoła, br Robert Żmiejko OSB