Skocz do:
Blog /

Blog

Blog

„W tradycji benedyktyńskiej nazywa się to mianem habitare secum, czyli zamieszkania ze sobą samym. A konsekwencje takiego zamieszkania ze sobą samym są poważne. Kiedyś przyszedł do mnie człowiek, który rozpoczął praktykować medytację, i powiedział mi: „Proszę ojca, teraz, gdy zacząłem medytować, jest ze mną gorzej, niż było, zanim postanowiłem medytować. Widzę, że jestem człowiekiem, z którym nie da się żyć – jestem niecierpliwy, nie pozwalam skończyć zdania, zawsze stawiam na swoim, trzaskam drzwiami, jestem upierdliwy… Przecież z kimś takim nie da się wytrzymać”. Na co ja odpowiedziałem: „To jest właśnie ważny owoc medytacji, bo wcześniej wszyscy inni doświadczali ciebie takiego, byli tego świadomi, a ty nie. Teraz to ty zaczynasz być tego świadom”. I ta świadomość już jest początkiem zmian. Starzec Jan z Wałaamu mówi: „W tym momencie sam zaczynasz zauważać, co jest dla ciebie nieużyteczne”. I to już nie jest wobec człowieka zewnętrzne. Zmiana postępowania nie wynika wówczas z tego, że zaciskamy zęby i próbujemy się dostosować do wymagań otoczenia, kodeksów etc., ale staje się konsekwencją samowiedzy i wewnętrznego spotkania z Bogiem. Jak mówi Grzegorz z Synaju, „medytacja prowadzi do tego, że człowiek odzwyczaja się od błądzenia”. Nasz umysł, kiedy podporządkuje się Bogu, zaczyna sam się porządkować, a to ma realny wpływ na całe nasze życie. Oczywiście jeśli ktoś medytuje od czasu do czasu, to wpływ ten jest niewielki, ale jeśli jest to moją stałą praktyką, to staje się moim stylem życia i w konsekwencji zmienia to życie”. 

 

o. Maksymilian Nawara, fragment książki „Wiara w czasach niewiary. Rozmowy o współczesnej religijności”.

napisz komentarz